O autorze
Jest nas dwóch. Ten pierwszy jak w obrazek wpatruje się w plakat Rose'a, ten drugi co rusz przypomina mu o istnieniu "Króla" Jamesa. Ten pierwszy twierdzi, że nie ma bata na Bulls, ten drugi grzecznie wspomina o Heat, Thunder czy Lakers. Ten pierwszy lubi się smiać z Boozera, ten drugi... też. Łączy nas wielka słabość do NBA, Bulls, pick&rolli Gortata i spinów Boozera. Sympatii klubowych i personalnych nie ukrywamy, ale nie tracimy też chłodnych głów. Blog o NBA, niekiedy o czymś mniej z nią związanym (albo zupełnie nie w temacie). Od fanów, dla fanów.

Nashty style

Zapytany o aktywność Los Angeles Lakers na tegorocznym rynku wolnych agentów, Chris Sheridan usłyszał od przepytującego go dziennikarza, że Los Angeles Lakers póki co nieco przysypiają. To się dopiero nazywa timing.

Następnego dnia Lakers ogłosili światu, że wcale nie przysypiali. Do Los Angeles trafił bowiem Steve Nash, mimo 38 lat wciąż najlepszy podający w NBA. Transakcja odbyła się na zasadzie sign-and-trade, Nash otrzyma 27 milionów dolarów za trzy lata, Suns natomiast dostali za swojego lidera cztery picki w drafcie - pierwszorundowe w latach 2013 oraz 2015, drugorundowe w latach 2013 i 2014.

Wymiana Nasha ma niebagatelne znaczenie dla obu stron. Lakers nie tylko brakowało rozrywającego, zwłaszcza w ostatnim sezonie - kiedy Mike Brown, w przeciwieństwie do Phila Jacksona, potrzebował w swojej koncepcji klasycznej jedynki. Brakowało też jakości w ogóle. Suns z kolei stanęli u progu kluczowej decyzji - czy w obliczu wygasającej umowy Nasha zacząć przebudowę już teraz, czy - zakładając oczywiście, że Kanadyjczyk zdecyduje się zostać w Phoenix - jeszcze z tym zaczekać.

Lakers

Obsadzenie jedynki było kluczowe dla Browna. W LA zastał podstarzałego Dereka Fishera, a to, czego były szkoleniowiec Cavs oczekiwał od swoich playmakerów, to szybkość, dynamika i umiejętnośś regulowania tempa gry. Ramon Sessions nie był może kimś w rodzaju the man, ale dzięki niemu ręka Browna była bardziej widoczna. Pierwsze w karierze playoffs nieco go przerosły - ledwie 9,6 pkt. i 3,6 as., a jeśli ktoś w LA nie radzi sobie ze słynnym show time, nie będą po nim płakać.

Nash jest pierwszym obecnym/byłym All Starem na rozegraniu odkąd w Mieście Aniołów karierę kończył Gary Payton - a było to w 2004 roku. Niespełna rok temu Papa Stern zablokował trójstronną wymianę z udziałem Lakers, Hornets i Rockets, dzięki której do Los Angeles miał przenieść się Chris Paul. Już wtedy perspektywa pozyskania All Stara na pozycję rozgrywającego stawiała Lakers w pozycji silnego kandydata do mistrzostwa. Dopiero jednak dzięki Nashowi Lakers realnie wracają do grona faworytów.

Pesymiści, a zdaniem niektórych realiści, upatrują problemów w koegzystencji Nasha i Bryanta. Obaj najlepiej czują się z piłką w rękach, obaj chcą zamykać mecze w końcówkach. Kobe niejako z konieczności często wciela się w rolę kreatora, co powinno zostać zminimalizowane samym faktem obecności Nasha. Nie oznacza to, że Kobe w ogóle odda piłkę Nashowi, raczej zwiastuje odciążenie Bryanta z klasycznych obowiązków rozgrywającego, w których ten przecież nie czuje się najlepiej, bo czuć się nie może. He's Kobe, isn't he?

Wg Synergy, aż 60,9% ofensywnych zagrań Nasha stanowią pick-and-rolls - coś, o czym świetnie przekonał się Marcin Gortat, a wcześniej Amare Stoudemire. Nash jest bodaj najlepszym kreatorem gry po pick-and-rollach w całej lidze, czego Brown nie może nie wykorzystać. O ile Andrew Bynum w minionych rozgrywkach awansował do drugiej opcji w ataku, to jednak przeszło połowa jego zagrań miała miejsce w post-up. Niewykluczone również, że Pau Gasol przesunie się bliżej kosza dzięki Nashowi. Pick-and-rolls będą teraz nie tylko atutem Lakers, lecz również jedną z ich głównych broni.

Suns

Wyrwa spowodowana odejściem Nasha została szybko uzupełniona czteroletnim, wartym 34 miliony dolarów konratrem dla Gorana Dragicia. Ponadto trzyletnią umowę podpisał Michael Beasley (18 milionów dolarów), maksymalny kontrakt zaoferowano z kolei Erikowi Gordonowi. Ten ostatni prawdopodobnie nie wzmocni Suns, bowiem Hornets zapowiedziali, że wyrównają każdą ofertę, którą otrzyma ich rzucający obrońca. Suns wciąż nie skorzystali również z prawa amnestii - tutaj "faworytami" pozostają Channing Frye i Josh Childress.

Sprawa Suns ma oczywiście polski wymiar. 1/3 swoich akcji Gortat spędzał jako rollujący. Co do Dragicia, niespełna trzykrotnie rzadziej od Nasha wykorzystywał w ataku pic-and-rolls, przy 19,1% w spot-up i 15,2% w izolacjach. Dodając do tego, że Beasley najlepiej czuje się w izolacjach, dosyć realny wydaje się scenariusz, w którym Gortat nie będzie już tak często wyorzystywany. Free agency dopiero się jednak zaczęło i trudno teraz przewidzieć, jak będą wyglądali nowi Suns.

Cytat dnia

- To najmniej samolubny zawodnik, z którym kiedykolwiek grałem - stwierdził Jared Dudley. Nash jest taki również poza boiskiem - odrzucając możliwość przenosin do Nowego Jorku lub do Toronto, wybór Lakers tłumaczył... relatywnie niewielką odległością pomiędzy Phoenix a Los Angeles.

mt
Trwa ładowanie komentarzy...