O autorze
Jest nas dwóch. Ten pierwszy jak w obrazek wpatruje się w plakat Rose'a, ten drugi co rusz przypomina mu o istnieniu "Króla" Jamesa. Ten pierwszy twierdzi, że nie ma bata na Bulls, ten drugi grzecznie wspomina o Heat, Thunder czy Lakers. Ten pierwszy lubi się smiać z Boozera, ten drugi... też. Łączy nas wielka słabość do NBA, Bulls, pick&rolli Gortata i spinów Boozera. Sympatii klubowych i personalnych nie ukrywamy, ale nie tracimy też chłodnych głów. Blog o NBA, niekiedy o czymś mniej z nią związanym (albo zupełnie nie w temacie). Od fanów, dla fanów.

Koniec (póki co) opery mydlanej, Howard uciekł z Orlando

Gdyby Los Angeles Lakers poprzestali na podpisaniu Steve'a Nasha, tegoroczny offseason już byłby dla nich bardzo udany. Jak więc określić pracę Mitcha Kupchaka po tym, jak do Kalifornii przeniósł się Dwight Howard? Czapki z głów przed sukcesorem Jerry'ego Westa.

Najpierw fakty. W tradzie wzięły udział cztery ekipy. Z Lakers do Philadelphii 76ers powędrował środkowy Andrew Bynum, z Orlando Magic - weteran Jason Richardson. Roster Douga Collinsa stracił za to Andre Iguodalę, który przeniósł się do Denver Nuggets. "Bryłki" opuścili Arron Aflallo, Al Harrington, dołączając w Orlando do wybranego w pierwszej rundzie tegorocznego draftu Moe Harklessa, Nikoli Vucevicia (76ers), Josha McRobertsa, Christiana Eyengi (Lakers). Magic otrzymali ponadto pick w pierwszej rundzie draftu 2014 - od Nuggets lub New York Knicks, zastrzeżony pick w pierwszej rundzie od 76ers, taki sam w 2017 roku od Lakers i w drugiej rundzie 2013 od Nuggets, a także niezastrzeżony w drugiej rundzie draftu 2015 od Lakers. Trade uzupełnią jeszcze Chris Duhon oraz Earl Clark, którzy na zasadzie sign and trade przeniosą się do Lakers. Ufff.

Cztery teamy. Trzech wygranych, jeden przegrany.



Lakers
Po dwóch sezonach posuchy Lakers na serio wracają do walki o mistrzostwo. Zatrzymując Pau Gasola, Kupchak stworzył bardzo silny roster z ogromną ilością talentu. Tracąc jedynie picki w drafcie, z których nie zwykli w LA robić większego użytku, i duet McRoberts-Eyenga, dokooptowano dwóch All-Starów w osobach Nasha i Howarda. Kapitalna robota.

Howard na razie nie podpisze nowej umowy z Lakers, bowiem bardziej opłacalne finansowo jest dla niego wejście na rynek wolnych agentów. Wobec tego pojawia się niebezpieczeństwo, że najlepszego centra NBA będą chcieli przechwycić Dallas Mavericks. Mark Cuban ponownie chce powalczyć o gwiazdę, z pomocą której Dirk Nowitzki raz jeszcze przypuści szturm na tytuł. Howard ma zatem pełny sezon, aby przekonać się, czy gra u boku Kobe Bryanta i Nasha jest tym, czego oczekiwał terroryzując włodarzy Magic. W najgorszym przypadku Lakers zostają ze zredukowanym salary cap, ale... To przecież legendarne Los Angeles, a gdy Lakers zaginaja parol na swojego wolnego agenta, zazwyczaj go zatrzymują.

Nasuwa się oczywiście pytanie o to, kiedy projekt Nash-Kobe-Howard rzeczywiście odpali. I jak Mike Brown zdoła tam upchnąć Pau Gasola. I jeszcze jak zdoła poukładać rotację. Na długo zanim przyklapano trade Howarda, za Oceanem prognozowano, że Nash i Bryant potrzebują dwóch miesięcy, zanim zdołają się "dotrzeć". Z Howardem, zwłaszcza wobec wciąż nieznanej daty powrotu trzykrotnego DPOY do pełnej sprawności po operacji pleców, czasu będzie potrzeba niewątpliwie więcej, a biorąc pow uwagę przypadek Big Three z Miami - i zakładając, że w sezonie 2013/2014 Howard nadal będzie graczem Lakers - może nawet całe najbliższe rozgrywki koszykarze "Jeziorowców" będą się uczyć siebie nawzajem. To jednak nie powinno powstrzymać ich od przynajmniej awansu do finału Konferencji Zachodniej.

Nuggets
Za cenę maksymalnie dwóch picków w drafcie, Afflalo i Harringtona, Nuggets zyskali bodaj najlepszego defensora na pozycjach 2/3 w całej lidze. A że obrona nie jest ich mocną stroną, można się spodziewać, że wpływ Iguodali na drużynę będzie podobny do tego, który Tyson Chandler wywarł na Knicks. Kiedy masz obok siebie speca od destrukcji, sam grasz jakby lepiej. Tak więc strata Afflalo nie będzie aż tak odczuwalna.

Iguodala idealnie wpisuje się w atletyczny i energetyczny roster, którym dysponuje George Karl. Coach Nuggets preferuje transition offense, a w takiej grze Iguodala czuje się jak ryba w wodzie - lubi biegać do kontrataków, potrafi dobrze podać i efektownie skończyć akcję w pojedynkę.

Ponadto Nuggets pozbyli się niewygodnego kontraktu Harringtona, wartego 21 mln. dolarów za trzy lata. Harringtona, czyli przepłacanego weterana. W zamian - jak mawiają niektórzy amerykańscy dziennikarze i blogerzy - dostali "LeBrona dla ubogich". Ta roszada daje Nuggets podstawy, żeby włączyć się do walki o Top4 Konferencji Zachodniej.



76ers

Choć Iguodala był w ciągu minionych sezonów bezsprzecznie największą gwiazdą 76ers, ci wcale nie ukrywali, że są gotowi go oddać, gdy otrzymają ciekawą propozycję. Choćby w ubiegłym roku głośno było o tradzie Iguodali do Los Angeles Clippers, samych plotek było jednak dużo więcej. Po podpisaniu przez Lakers Jodiego Meeksa, Philadelphia zostaje z Dorellem Wrightem,Thaddeusem Youngiem i ewentualnie Nickiem Youngiem oraz Evanem Turnerem na SF, na pozycjach 1-2 także nie mogą narzekać na deficyt talentu. A i Richardson wciąż może być upgradem z ławki.

Pod nieobecność Howarda, Bynum z miejsca staje się najlepszym centrem Konferencji Wschodniej. Podobnie jak DH12, póki co nie będzie myślał o podpisaniu długoletniej umowy z 76ers, wchodząc na rynek wolnych agentów. Analogii do sytuacji Howarda jest więcej - Bynum również ma rok, żeby zobaczyć, czy Philadelphia jest miejscem, w którym chce spędzić najbliższe lata. Są przecież Holiday, Turner i Young, z którymi Bynum może tworzyć ciekawy lineup. Jeśli dojdzie do wniosku, że jednak nie - urośnie cap space. Też dobrze.



Jeżeli Bynumowi coś by nie pasowało lub dopadły go kontuzje, 76ers podpisali tego lata Spencera Hawesa, mającego za sobą dosyć udany sezon. Czy za Bynumem, czy zamiast niego, Hawes daje pewną jakość w pomalowanym.

Magic

Podobno Rob Hennigan został odsunięty od pracy nad tym tradem i to nie on pociągnął za spust. To miałoby sens. Nowy GM Magic chciał ugrać na Howardzie przede wszystkim wysokie picki w drafcie, by rozpocząć przebudowę w sposób, który zrobił z Oklahoma City Thunder kontendera. Taki własnie cel postawiono przed Henniganem - zrobienie z Magic drugich Thunder. Jeszcze miesiąc wstecz więcej i lepsze picki oferowali Brooklyn Nets, dorzucając duet Brook Lopez-MarShon Brooks i nawet Krisa Humphriesa plus pierwszorundowe picki w draftach 2013, 2015 i 2017. Jest różnica?

Nawet jeśli trade w tej konfiguracji nie mógł dojść do skutku, trudno uwierzyć, że Magic nie otrzymali lepszych, możliwych w realizacji opcji. Może za parę lat dowiemy się o nich, ale będzie to już bez znaczenia. Teraz mamy pewność, że korzystniejsza była propozycja Houston Rockets (picki, pierwszorundowe wybory w tegorocznym drafcie i 12 mln. dolarów miejsca w cap space). I że naprawdę trudno doszukać się plusów w tej wymianie.

Racja, czas pracował na niekorzyść Magic. Istniało ryzyko, że przeciągający się impas będzie dalej zatruwał całą organizację. Wygląda na to, że ktoś po prostu nie wytrzymał ciśnienia. Bo jeśli w wymianie, w której ekipa z Orlando miała zyskać bodaj najwięcej poza teamem, który przejmie Howarda, Magic wychodzą najgorze, to coś tu się nie zgadza. Przepłacony Harrington, solidny Afflalo, dbiutant Harkless, wciąż żółtodziób Vucević, przeciętni McRoberts i Eyenga plus niezwalające z nóg picki. No i w Orlando został tłusty kontrakt Hedo Turkoglu, pozbyto się ledwie Richardsona. Nie ma też Gasola, którego spadającą umowę można było wymienić za naprawdę wysokie picki.

To nie jest materiał, z którym można zaczynać przebudowę. To zapchanie rosteru przeciętniakami i zapowiedź stagnacji. Magic wcale nie ruszyli z miejsca, choć mieli ku temu niemałą okazję. Hennigan dotąd krzyczał: mało! W Orlando dostali jeszcze mniej.
Trwa ładowanie komentarzy...